TEKSTY
Wszystkie liryki są chronione prawm ZAIKS.
|
![]() |
|
![]() |
|
![]() |
|
![]() |
|
![]() |
Still you decide... (sł. Tomasz Serwatko)
I saw a man
He had no hands
And asked me why
Why he can’t fly
His non existed hands
could rescue life
someone, who gonna die
It’s so strange, unintelligible.
Did he deserve to unjust faith.
It was a man,
who didn’t respect
no one of people.
His strong hands gave just sorrow and pain
Always conscienceless.
Purpose and way
Strike terror everywhere
Take him away
Hurtful strange of hands.
Divine eyes can’t be blind
Still you decide who deserve to die
Chop hands
off, which are hurting
Cut heads off, which are cheating
Sew up fucking mouths full of dirt
Tear hearts out devoid of mercy.
Many cripples
Wait for the miracle
It’ll bring them
Hope, deliverance.
Divine eyes can’t be blind
Still you decide who deserve to die.
Who deserve to pain, who deserve to die
You decide my Lord, you decide....
Hard to believe (sł. Tomasz Serwatko)
Tolerance
for other nations
All the people are the same.
I don’t really care
What is your god’s name.
Watch
out! Untrue prophets
They’ll be screaming to your brain:
„Our God is better than others,
more real than the rest”.
Why
is it difficult to say,
That your religion is killing your faith.
It’s so hard to believe it –
Religions killed your faith.
I don’t
care about the shape of your cross,
Ignore religious rules,
God is inside you,
Visible in your soul.
You
don’t have to show me
How loud are your prayers.
Givin` people love,
You’ll be giving a god.
Why
is it difficult to say,
That your religion is killing your faith.
It’s so hard to believe it –
Religions killed the faith.
Orbita wiru (sł. Tomasz Serwatko)
Wiruje
we mnie ból
Myśli mur
Zamurował we mnie świat.
Me oczy patrzą, nie widzą
Blasku gwiazd.
Obłęd
podkręca ból,
Dopisuje czarne scenariusze zwykłych słów.
W umyśle
zadra tkwi
Kaleczy sny,
Obsesjami rani.
Bronię się krzyczę więc
Atakuje
Strach to krzyku jest drugie oblicze.
Imieniem
moim jest gniew
Lęk to moja krew.
Wiru lej wciąga głębiej
W nierealną przestrzeń
Na orbicie wiru byłem, jestem, będę.
Szyje
otula sznur
Odpływam w świadomości inny wymiar
Nieskazitelnie wolny od bólu
Milknie krzyk.
W ciemności
budzę się i czuję
Wciąż wiruje.
Wiru
lej wciąga głębiej
W nierealną przestrzeń
Na orbicie wiru byłem, jestem, będę.
Wiru lej wciąga głębiej
Umysł wiruje w obłędzie
Rodzą się obsesje,
We śnie rodzą się obsesje.
Epicentrum bąka (sł. Tomasz Serwatko)
Morza szum, ptaków śpiew
Dzika plaża pośród drzew.
Młody chłopiec, piękna twarz
jego dusza bez skaz.
Rozmarzone oczy łapią promień słońca
Nie przeczuwa, że za chwilę runie świat.
Sztynk, smród, kwas, że zatyka nozdrza
Czy ty to już znasz - epicentrum bąka.
Pochmurnieje niespodzianie rozmarzona twarz
Ciałem wstrząsa skurcz, zmysły toczy ból
Objawiła się mu świata ciemna strona.
Łukasz Kustra chłopiec z gór wciągnął nosem bąka smród.
Sztynk, smród, kwas, że zatyka nozdrza
Czy ty byłeś tam, w epicentrum bąka.
Na obraz i podobieństwo (sł. Tomasz Serwatko)
Wiele kategorii wymyślił bóg,
kategorii ludzkiego istnienia.
Dał ludziom podłość, miłość, nienawiść,
głupoty bezkresny ocean.
Radość bez uśmiechu,
życie bez godności,
modlitwę bez cienia wiary,
miłość bez miłości.
Na obraz i podobieństwo twe,
człowiek twym dziełem jest.
Na podobieństwo twoje stworzony jest człowiek,
lecz coś z nim jest nie tak.
Zamiast kochać pożera on dzieci swoje,
w ruinę zmienia świat.
W imię twoje zabija człowiek,
czy właśnie tak miało być.
Tępienie innej wiary symboli,
żądza krwi.
Na obraz i podobieństwo twe,
człowiek twym dziełem jest.
Złudzenia (pierwsza wersja)(sł. Tomasz Serwatko)
Witaj w naszym śnie
Musisz wiedzieć że
Jesteś częścią wielkiej gry
Będziesz ślepo grał po kres swoich dni
Bezimiennie sam.
I nie ważne dla nas jest
Twego życia wymarzony cel.
Poznaj inny wymiar
W którym przyjdzie ci żyć
To będzie twój dom i rzeczywistość
Uczucie do niej nie znaczy już nic
Dbaj o przyszłość - naszą wspólną przyszłość.
Nieistotny dla nas jest
Gorzki smak jej łez
Pamiętaj więc...
Każdy sen poprzedza podróż w ponury dzień
Każda kropla tęczy zmienia się w brudny ściek.
Dostrzegłeś ból w jej oczach
Przestał istnieć cały świat.
Poświęcasz jej wszystkich kwiatów zapach
Obawiasz się jednak cały ten czas.
Każdy sen poprzedza podróż w ponury dzień
Każda kropla tęczy zmienia się w brudny ściek.
Urojeniem staje się spełnienie w najprawdziwszym
nawet śnie
Świat realny jeśli istnieje jest tylko złudzeniem.
Scream loud, louder than you can
If you'll be felling each others pain.
Let's declare war against violence
We have to cure mother earth.
We have to cure the earth for vileness
Protect your children from inner hate.
My proposition and request, let's build the
BADLAND.
Forgotten place, damned place somewhere in universe.
We should find another planet, forgotten place
In a boundless universe.
All "bad heart people" will be locate there irretrievable
And sentence to such evil they used to livin` between us.
This is my dream, my desire, biggest request to almighty God.
My proposition and request, let's build
the BADLAND.
Forgotten place, damned place somewhere in universe.
This is my dream, my desire, biggest request.
We have to find forgotten planet somewhere in universe.
Pierwszy krzyk (sł. Tomasz Serwatko)
W łonie matki tkwi czyste, nieświadome
Bez litości chwil, żalu, niepowodzeń.
Twa czystość niech pozostanie wieczną.
Lecz zbrudzisz się kiedyś człowieczeństwem.
Nadzieja we mnie cały czas tkwi
Nie będzie w tobie rzeczy złych
Drzemiących we mnie moich snach
W twym sercu nie zagości strach.
Twój pierwszy krzyk - moja trwoga
Twój pierwszy krok - to początek drogi.
Będziesz nią szedł z uniesionym czołem
Świat zmusi cię byś pochylił głowę.
Modlitwę ofiaruje ci,
Nie będzie w tobie rzeczy złych
Będę twych łez ostoją
Życzę ci szczęścia i pokoju.
Złudzenia (wersja ostateczna)(sł. Tomasz Serwatko)
Witam cię w naszym śnie
Poznaj prawdę,
Stanowisz element masowej gry.
Jesteś trybikiem w maszynie zdarzeń,
Bez cienia, imienia, tożsamości.
Nieistotny jest twego życia cel
Wymarzony cel.
Poznaj inny wymiar
Tu przyjdzie ci żyć
To będzie twój dom i rzeczywistość
Uczucie do niej nie znaczy już nic
Dbaj o przyszłość - naszą wspólną przyszłość.
Nieistotny dla nas jest
Gorzki smak jej łez
Pamiętaj więc...
Każdy sen poprzedza podróż w ponury dzień
Każda kropla tęczy zmienia się w brudny ściek.
Dostrzegłeś ból w jej oczach
Przestał istnieć cały świat.
Poświęcasz jej wszystkich kwiatów zapach
Obawiasz się jednak cały ten czas.
Każdy sen poprzedza podróż w ponury dzień
Każda kropla tęczy zmienia się w brudny ściek.
Urojeniem staje się spełnienie w najprawdziwszym
nawet śnie
Świat realny jeśli istnieje jest tylko złudzeniem.
Stronger, much stronger (sł. Tomasz Serwatko)
You recognize
between the crowd
the man, who can't find his own place.
Where could he sit down
on mystic throne,
and it would stop
incredible pain.
Remember his sight,
lost and insane,
freakish step,
stench in the air.
He accosted you,
nervously asked:
"Where the fuck
is nearest toilet?"
Stronger, much stronger
every heart beats,
when the ass is full of shit.
I'm suffering from the trots
pour out throught my nose.
Where is the nearest toilet
Where is the nearest toilet
Stronger, much stronger
every heart beats,
when the ass is full of shit.
Konstelacje podupadłych gwiazd (sł. Tomasz Serwatko)
Każda kraina posiada swoje gwiazdy,
Których blask zgasił czas.
Gromadzą się one w konstelacje podupadłych,
Napędzanych własnym jadem zjaw.
W zawiści swej trawią przemijania ból
Tłum zapomina dawnych bogów imiona.
Pochlebiając ci wbijają w plecy nóż
Czara goryczy przepełniona.
Wczoraj byłeś Bogiem
Bóg inny dzisiaj jest.
Bez godności człowiek
Popada w zapomnienie.
Zmącone alkoholem wyblakłe ideały
Trują to co kwitnie, to co nowe.
W beznadziei tkwiąc, bez wiary, zapomniani
Karmią próżność swą pochlebstwami.
Wczoraj byłeś Bogiem
Bóg inny dzisiaj jest.
Bez godności człowiek
Popada w zapomnienie.
If God had a name, what would it be
And would you call it to His face
If you were faced with Him in all His glory
What would you ask if you had just one question
Yeah, yeah, God is great
Yeah, yeah, God is good
Yeah, yeah, yeah, yeah, yeah
What if God was one of us
Just a slob like one of us
Just a stranger on the bus
Trying to make His way home
If God had a face, what would it look like
And would you want to see
If seeing meant that you would have to believe
In things like Heaven and in Jesus and the Saints
But not the
Prophets and...
Yeah, yeah, God is great
Yeah, yeah, God is good
Yeah, yeah, yeah, yeah, yeah
What if God was one of us
Just a slob like one of us
Just a stranger on the bus
Trying to make His way home
Widzę, jak poświęcasz się
martwym ideałom.
Oszukujesz zmysły
materialną strawą.
Gubią cię, wszechwiedzące głosy.
Rodzą lęk, znają sposób.
Zacierają się sny
o chwale i wieczności.
Dawno zszedłeś z drogi
do nieskończoności.
Więdniesz, odliczając dni
Beznamiętnej wegetacji.
Nie jest za późno,
zbyt późno by
nie jest za późno wskrzesić swoje sny.
Na przekór Bogom
twego istnienia.
Odszukaj w sobie
drogę do spełnienia.
Zastanawiam się nad sensem
tępej egzystencji.
Praca, żeby zdobyć pokarm,
bez emocji przeżyć
Dzień po dniu, w letargu wyobraźni
Obudź się, niech zakipi twoja krew
Nie jest za późno,
zbyt późno by
nie jest za późno wskrzesić swoje sny.
Na przekór Bogom
twego istnienia.
Odszukaj w sobie
drogę do spełnienia.
Pretending someone (sł. Tomasz Serwatko)
I have tried to become
an average "everyone"
from the city's hive.
Dressed in a suit
without modern boots
I couldn't find a job.
I'd work in plastic box
In a skyscraper, on the highest floor
I'd spend all day
in front of the screen
Twelve hours a day
It would kill me.
As I'm young, highly educated man
searchin' for life style.
It's not mean, that I have become
Yuppie, silly guy.
I'm, who I'm
I don't fucking care,
what's your opinion
about me.
Feel like an animal,
in different skin,
Pretending someone,
Who you wouldn't like to be.
Live like nature
and almighty God
have been created (you),
your full of visions mind.
Masz swoje zdanie w kwestii
Nierówności, nienawiści
Gardzisz w ludziach tym, co złe,
Dlaczego krzyczysz cudzych słów
treść nieprawdziwą
Kim jesteś? Hipokrytą.
Kto nie jest z nami,
Ten nasz wróg
Presja bezdusznego tłumu
Cichnie odrębności pieśń
Fałszywym bogom oddajesz cześć
Nie swoją wojnę toczysz
Jak wiele wstydu możesz znieść.
Filtruj krew, przetaczaj gniew
Wykorzeniaj lęk
W stadzie jest zło, gromadne dno
Stadny obłęd
Nieświadomość stadną wykorzeniaj
Bagno wciąga na dno upodlenia.
Stadny instynkt w tobie tkwi
Nie masz własnej świadomości,
w twoim ciele chora krew
Nie ma już cię
Nieświadomość stadną wykorzeniaj
Bagno wciąga na dno upodlenia.
Filtruj krew, przetaczaj gniew
Wykorzeniaj lęk
W stadzie jest zło, gromadne dno
Stadny obłęd.
Sen, jawa, jawa, sen
Obłędne przemieszanie scen,
nierealny galimatias
Zdarzeń, ludzi, miejsc.
Z najgłębszych sfer
Podświadomości mej
powracają sytuacje
pełne łez.
Epizody łączą się
w zmutowaną chorą treść
powracający sen
ból, wina i gniew.
Przedziwny dreszcz
przewierca mnie
przerywa sen.
Złe sny w mojej głowie
Malują paranoje
Przebudzenie to nie koniec -
Schizy koniec.
Sen, jawa, jawa, sen
Obłędne przemieszanie scen
Paranoja, bezsens
Złe sny czynią mnie
Nagim w obcym tłumie.
Zdradzanym, niekochanym
bez nadziei, bez wiary.
Zabijam cię
w moim złym śnie
we łzach budzę się.
Złe sny w mojej głowie
Malują paranoje
Przebudzenie to nie koniec -
Schizy koniec.
Sen, jawa, jawa, sen
Obłędne przemieszanie scen
Paranoja, bezsens
Kracztakjak (sł. Tomasz Serwatko)
Jeśli wejdziesz między wrony
musisz krakać tak jak one.
Kracz tak, jak one.
Wchodząc między wrony
kracz tak, jak one.
Otóż rady mej wysłuchać chciej
nie ulegaj więc
pokusie akceptacji
Ludzi bez serc.
Nie poddawaj temu się
W konformistyczny ściek
Zanurzając się
Ubrudzisz się.
Kto nie jest z nami
ten przeciwko nam
Kto nie jest z nami ten nasz wróg.
Kto nie jest z nami ten nasz wróg.
Otóż nie poddawaj temu się
nie ulegaj nie
pokusie akceptacji
Obłudnych ludzi.
Nie ulegaj temu nie
W konformistyczny ściek
Zanurzając się
Ubrudzisz się.
I don't care
Care if I'm old
I don't mind
Mind don't have a mind
Get a way
Way from your home
I'm afraid
Fraid, of a ghost
Even if you have
Even if you need
I don't mean to stare
We don't have to breed
We can plant a house
We can build a tree
I don't even care
We could have all three
She said..........
Wiru Sfera (sł. Tomasz Serwatko)
Natrętnie raz po raz
Powtarza się czas.
W obłędnej pętli ciągłych
powtórzeń lewituję
Urojeń pulsuje trans.
Obłąkańczo wykonuję,
rzeczy dawno wykonane.
Tysiąckrotnie muszę
potem to poprawiać.
W labiryncie mej psychozy uwikłany.
Ze spirali mych urojeń
Wydostać się nie mogę
Pętla mej obsesji
uciska silną wolę.
W gmatwaninie natarczywych myśli tonę.
Jak wielka siła w głowie tkwi,
jak wielka moc w obłędzie.
Zrozumiesz nieskończoność
błądząc po wiru sferze.
Natrętna siła w głowie tkwi,
Obłędna moc w obłędzie.
Zrozumiesz nieskończoność
błądząc po wiru sferze.
Dwie dekady toczą mnie
Błędne koła zdarzeń
Dwadzieścia samobójczych lat
Walki z sobą samym.
Wiśniowe łzy (sł. Tomasz Serwatko)
Miłość ślepa jest, rozum wtedy śpi.
Wiśniowe łzy uroni, kogo trafi amor zły.
Strach wiśniowy ma smak
metafora to, choć sensu pozornie w niej brak.
W zaciszu domowych, rodzinnych spraw
psychiczny terror, przemoc mentalna.
To ona nie on gniecie jego mózg
radość trując w nim brudem swoich ust.
Dawny uśmiech dziś to bolesny grymas twarzy
złamanej presją wrednej suki rządnej władzy.
Miłość ślepa jest, rozum wtedy śpi.
Wiśniowe łzy uroni, kogo trafi amor zły.
Miłość wredna jest, księżniczka w kure:-[ zmienia się
Nie pozostaje nic, tylko palnąć sobie w łeb.
Miało pięknie być w wiśniowym kraju
królestwo miało powstać miłości, urodzaju.
Zaborcza królowa niszczyła jednak króla.
Uczyniła go pachołkiem bez honoru.
Raz po raz wypełniał jej rozkazy
tracąc wszystko to, co kochał, szacunek i przyjaciół.
Nie starczało mu sił by się jej przeciwstawić.
Z bezsilności krwawił wiśniowymi łzami.
Miłość ślepa jest, rozum wtedy śpi.
Wiśniowe łzy uroni kogo trafi amor zły.
Miłość wredna jest, księżniczka w kure:-[ zmienia się
Nie pozostaje nic, tylko palnąć sobie w łeb.
Monotoneman (sł. Tomasz Serwatko)
You're so honest, so good-looking, so polite.
Neighbours find you open-minded, tender and nice.
Your mind is full of mercy for homeless animals,
so why do you scorn me becouse of my appearance.
Recently Ive seen you in the church.
Your prayer seemd to be so deep.
Then when you passed me by,
your mockery came as a blow.
You cant stand, my distinctiveness.
Your life is hypocritical a thoughtless existance.
Monotone man, monotone people
Grey society.
Monotone man, solid citizen
Extremly intolerant.
No dreams, no passion.
Fat wallet its your goal.
Inside you emotional desert
pleasure to destroy.
You dont know me at all,
but you hate me so much.
I cant believe we were created,
by the same god.
Monotone man, monotone people
Grey society.
Monotone man, solid citizen
Extremly intolerant.
Piona, przyjacielu mój,
odkrywamy świat,
wstańmy, wznieśmy dłonie w niebo,
w nieskończoną dal.
Wsłuchaj się w mój rytm
co mi w duszy gra.
Pokonamy horyzonty
kosmos będzie nasz.
Stan Skupienia (sł. Tomasz Serwatko)
Połącz się mentalnie z kimś kto by,
wypełnił ciało twe, zasłonił wstyd.
Poczuj obcy smak, jak wtenczas było,
by dopełnił się wasz grzech zabrakło nocy.
Połącz się mentalnie z kimś kto by,
skupienia twego stan odmienił.
Topniej w blasku świec,
namiętnie skraplaj się w pozytywny deszcz.
Piekło zmysłów tli się w tobie jeszcze
zbudź demona, poczuj dreszcze.
Topniej w ogniu, paruj, skraplaj się
w feromonów deszcz.
Piekło zmysłów tli się w tobie jeszcze
zbudź demona, poczuj dreszcze.
Topniej w ogniu, paruj, skraplaj się
Zmieniaj stan skupienia
w głowie twej feromonów deszcz.
Moja mała furia (sł. Tomasz Serwatko)
Jeżeli w głowie mojej tkwi
przycisk, który wyłączy
agresora we mnie
wnet go wciśnij.
Jeżeli w sercu moim tkwią
bezpieczniki podtrzymujące złość
wnet je wyrwij.
(znaczy te bezpieczniki)
Furia, furia
furię mego ciała wysśij z mlekiem moja mała.
Furia, furia
furię mego ciała wysśij ze mnie. Moja mała furia.
Jeżeli w mój krwioobieg,
turbiny wtłoczą jad pogardy
użyj mocy, aby krew odkazić.
Jeżeli w gardle mym
megafon strachu generuje krzyk
zafastryguj dratwą usta moje.
Furia, furia
furię mego ciała wysśij z mlekiem moja mała.
Furia, furia
furię mego ciała wysśij ze mnie.
Moja mała furia, moja mała furia
Zielenią oczu ją uspokajaj
Moja mała furia, moja mała furia
Zielenią wciąż mnie uspokajaj.
Moja mała furia, moja mała furia
Zielenią oczu ją uspokajaj
Moja mała furia, moja mała furia
Zielenią wciąż mnie uspokajaj.
Choose like a Zinedine Zidane (sł. Tomasz Serwatko)
Who, how, where, when, why?
Life is an endless compromise.
Decision-making process,
strange situations: no way out.
Choose, choose, choose, choosing
hide and seek with destiny.
How to satisfy the whole world
still keeping your own dignity.
Zidane, Zinadine Zidane
Choose like a Zinadine Zidane.
Dignity or fame.
One day I saw on TV
famous footballer
admired by the soccerfans
offended by the opponent.
Quick response, strong head blow
in the name of selfrespect.
Conscience showed him the right choice
dignity over shortlasting fame.
Zidane, Zinadine Zidane
Choose like a Zinadine Zidane.
Dignity or fame.
Godło-Relikwiat (sł. Tomasz Serwatko)
Ojców kraj, absurdu gaj
miodem, mlekiem płynąca kraina.
Czarnego słońca czerwony raj
w godle skonfudowany ptak.
Miłości kraj, rozkwita tam
Spontaniczna niechęć do bliźniego
Kapłan idolem, niedzielny high.
Boża kraina, tylko boga brak.
Godło to ja, biały ptak, symbol tysiąca lat
Jam jest narodu znak,
hostia, relikwiat.
Zmęczenia kraj, zgryzoty kraj
przez stulecia mroczne wysysany
w pokracznej wolności kulawy ład
jawnie okradany przez wybrańców mas.
Godło to ja, biały ptak, symbol tysiąca lat
Jam jest narodu znak,
hostia, relikwiat.
Godło to ja, hipochondryk-hipokryta.
Atleta, ham, alkoholik, patriota.
Wzlecieć bym chciał ponad świat, by szybować,
naród hołd składając przygniótł koroną ze złota.
Godło to ja, biały ptak, symbol tysiąca lat
Jam jest narodu znak,
hostia, relikwiat.
Barykada (sł. Tomasz Serwatko)
Ludzie, czas, dusiciele kruchej wiary
ciernie dwa, kłody w nurcie marzeń
Boski lot nigdy się nie ziści,
ciągnie w dół grawitacja ludzkiej zawiści.
Wciąż oddycham
Mój sztandar wznoszę na wiatr
Na barykadzie życia płonę
Wciąż oddycham
Mym śpiewem gaszę gniew
Kumuluję w sobie walkę.
Wiara lśni w mnie silna i niezłomnie
Dążę by namalować pejzaż pełen
wizji, jak miałaby wyglądać moja twarz
spełniona twarz, dumna we łzach.
Wciąż oddycham
Mym śpiewem gaszę gniew
Kumuluję w sobie walkę.
Wciąż oddycham
Mój sztandar wznoszę na wiatr
Na barykadzie życia płonę.
Demons away (The Witcher theme) (sł. Tomasz Serwatko)
Day by day, year after year
destroying illusions,
Im trying throw away
all the demons filling my head.
Even if i stop my mission
fight will still last in my brain,
Even if i kill my obsessions
theyll always return.
My demos away...
Standing on the victorious hill
Im feeling so high, no one can hurt me
Im not a man
purifying this old, rotting land
Power of my sword cant still help
chasing demons away.
Even if I try, Even if I die,
Demons will be inside my mind.
My demos away...
Prayer to my God is the only way
Chasing mental demons away!
Prayer to my God is the only way
Chasing mental demons away from my head.
Pieśń ku czci mych miejsc (sł. Tomasz Serwatko)
Absorbuję, czuję
twoją frustrację, mój smutek
szczury gryzą twoje święte mury.
Wbija swe pazury szczur bury
wyszarpuje molekuły
kaleczonej biegiem lat struktury.
Zahamuj chciwą hordę hien
szczurzą gonitwę niech powstrzyma
Pieśń, ku czci miejsc.
Profanom precz
Historii mych miejsc.
Dumę, którą milczą twe kamienie
zadeptuje szczurze plemię
Na ulicach słoma z butów gnije.
Sępy czyhają już na żer.
Alarm dla mego miasta, dla Warszawy pieśń,
dla Warszawy...
Pieśń, ku czci miejsc.
Profanom precz
Historii moich
Moich miejsc.
Tłum tempo (sł. Tomasz Serwatko)
Ciężar świata przygniata
do krzyża przybija
Tańcząc boso na śniegu
Wciąż czuję że żyję.
Nie dostrzegam wciąż powagi świata
Nie zatapiam łez w kosztownych snach
Czas to nie pieniądz, ale ulotne chwile
Spełnieniem chciałbym wypełnić każdą z nich.
Odrywam się
od błędnej masy zdyszanych serc.
Tłum tempo.
Ciężar świata przygniata
do krzyża przybija
Tańcząc boso na śniegu
Wciąż czuję że...
Ciężar świata przygniata
do krzyża przybija
Tańcząc boso na śniegu
Wciąż czuję że żyję.
Chleba powszedniego nie przełykam
beznamiętnie, w tępym transie dnia
Niczego wbrew sobie nigdy nie zbroję.
Zniknę biedniejszy, lecz wieczność wskrzesi mój byt.
Hamuję pęd
Tłumię tępe tempo złudzeń
Tłum tempo.
Ciężar świata przygniata
do krzyża przybija
Tańcząc boso na śniegu
Wciąż czuję że żyję.
Ciężar świata przygniata
do krzyża przybija
Zatańcz ze mną na śniegu
Poczujesz, że żyjesz.
Wizje chodźcie do mnie blisko najbliżej
Zostańcie w mojej głowie najdziksze sny
Oto jest wasza scena reflektor niżej
Korowód moich marzeń wiruje ci
Skąd wziął się ten śnieg pośrodku lata
Skąd ten saksofon pod czaszką gra
Już eksplodują lustra całego świat
I nieskończenie wolno pulsuje czas
Nadciąga noc komety
Ognistych meteorów deszcz
Nie dowiesz się z gazety
Kto przeżyje swoją śmierć
Blaski, odblaski powódź pozłoty
Krzyże południa i gwiezdny pył
Stosy diamentów co zimnym światłem
Będą się palić do kresu dni
Nadciąga noc komety
Ognistych meteorów deszcz
Nie dowiesz się z gazety
Kto przeżyje swoją śmierć
Bladą dłonią świt
Otrze pot i łzy
Koszmar minie
Znikną duszne sny